Zanim zdążyła do końca sformułować warunki, z klatki

gotowania w trasie.

Christopher, ślepy z wściekłości i odurzony narkotykami,
- Spróbuj zapomnieć!
Nikosa, bo innego miejsca nie było.
- Niestety, mamy dla pana złą wiadomość -
- Nie mogę tak żyć. Christopher usiadł.
Allbeury przypomniał sobie nagle, że obiecał Shipley
Nie zmieszawszy się, łożniaki połączyli przyjemność z pożytecznym: rzucili się za nami w pogoń, jednocześnie uciekając od Lereeny. Para małodusznych łożniaków próbowało zamienić nas w świątyni, ale drzwi znowu powróciły do swojej dawnej formy i w rezultacie rozbili sobie czoła. W odróżnieniu od nich, wcale nie zamierzaliśmy się ratować ucieczką i gwałtownie zatrzymując się spotkaliśmy się z wrogami twarzą w twarz. Rzucona w cel przez wampiry płyta była dla niektórych nagrobną, pozostali musieli raptownie hamować i cofnąć się do tyłu. Lereena nadleciała za ich plecami, drasnęła pazurami i poszybowała ku niebu, nie przestając krzyczeć. Zabić nikogo nie zabiła, ale odciągnęła, więc nie zamierzaliśmy z tego nie skorzystać, zabijając pięciu na miejscu. Doradca, zaraza jedna, cofnął się i wtopił się w tłum, ale Len z Rolarem od razu zaczęli biec za tropem. Razem z najemniczką nie zostałyśmy bez pracy: na mnie od razy zamachnęli się trzej łożniacy, ale tylko jeden zdążył dobiec nadziawszy się w końcu na miecz Orsany.
- Ta djuin Lerrevanna,- odciął się wampir. -- Keres′sa deill?
Znowu ten dźwięk.
się nie stało, podniosła się na chwiejnych nogach i
który daje wiele satysfakcji.
małą. Zamierza wynająć prywatnego detektywa.
obejrzeć tamten program) Międzykontynentalną
między zbrodnią w Epping Forest i morderstwem

Mały Książę lubił te odwiedziny i zawsze go one cieszyły. Nalewał wówczas wody do wygasłego wulkanu, aby

- Nie, nigdy tak jej nie nazywałem... - Mały Książę czuł się zakłopotany.
Nie mogła jednak zaprzeczyć, że ta właściwie absurdalna grzeczność była całkiem przyjemna... Nawet bardzo, po¬nieważ dzięki temu Mark znalazł się tuż przy niej. Jego dłoń niechcący musnęła jej nagie ramię, a suknia zaszele¬ściła, ocierając się o jego spodnie... Zrobiło się jej gorąco.
Zarumieniła się, lecz nie potrafiła ukryć podekscytowa¬nia. Było tu tyle pracy!
Przyglądała mu się, jakby miała do czynienia z kimś nie¬spełna rozumu.
- Mark, ja tu nie pasuję.
Spojrzał na nią, a jego oczy błysnęły dziwnie.
- Co zamierzasz dalej robić? - Mały Książę uśmiechnął się przyjaźnie do Pijaka.
Kochała siostrzeńca całym sercem, odkąd go ujrzała. Zrobiłaby dla niego wszystko. Wszystko, co będzie dla nie¬go najlepsze. Nawet gdyby miało to oznaczać, że sama musi go utracić...
- Na tym chyba zakończymy, książę. Po prostu czasem nie ma dobrego wyjścia.
- Słucham?!
chyba ukłucie zazdrości, jakie poczuł w swoim sercu, kiedy zobaczył, jak Motyl usiadł na płatkach Róży, a ona
Hm, to brzmiało całkiem sensownie... Mark zauważył jej wahanie i postanowił kuć żelazo, póki gorące.
- Nie. Nie staje mi, kiedy je łykam. Nie było dla nikogo tajemnicą, że raz w tygodniu Huff odwiedzał kobietę, która mieszkała na obrzeżach miasta. O ile Beck wiedział, stary był jej jedynym klientem i zapewne opłacał ją sowicie za to, aby tak zostało. - Jeżeli mam wybierać między nadciśnieniem i impotencją, wolę to pierwsze, dziękuję bardzo. - Jasne, jasne - rzucił Chris, wchodząc do biura ojca. Jak zwykle był nienagannie ubrany i uczesany. Każdy włosek na swoim miejscu, garnitur bez najmniejszego zagniecenia. Beck często się zastanawiał, jak to się udawało Chrisowi, kiedy temperatura przed południem przekraczała trzydzieści stopni Celsjusza. - Widzę, że umknęła mi interesująca rozmowa. Na czym stoimy? Podtekst zamierzony. Huff nalał sobie wody z karafki stojącej na biurku, a Beck w tym czasie opowiedział w skrócie Chrisowi o Charlesie Nielsonie. - Znam ten typ - powiedział Chris lekceważąco. - Tacy prowokatorzy pojawiają się i znikają jak sen złoty. Musimy go po prostu przeczekać. - Nielson wyróżnia się z tłumu. Nie sądzę, żeby miał wkrótce odejść w niepamięć. - Zawsze kraczesz, Beck. - Za to mu płacimy - uciął Huff. - Beck zajmuje się naszymi małymi kłopotami, dzięki czemu nie urastają one do niewyobrażalnych rozmiarów. - Dziękuję za to wotum zaufania - powiedział Beck. - Co mam zrobić w sprawie Nielsona? - Co sugerujesz? - Zignorujmy go. Obaj Hoyle'owie zdumieli się tą odpowiedzią. Beck zostawił im czas na komentarz, ale gdy żaden z nich się nie odezwał, zaczął wyłuszczać swoje argumenty: - Przysłanie kwiatów na pogrzeb było testem. Nielson wie, że to gest w bardzo złym guście i wykonał go wyłącznie po to, by zobaczyć, jak zareagujecie. Mógłbym napisać do niego list potępiający takie zachowanie, ale Nielson odebrałby to jako objaw gniewu lub strachu i wykorzystałby przeciwko nam. Ignorując go, pokażemy, że nie jest wart naszej reakcji, że się nie liczy. To najmocniejsza wiadomość, jaką mógłby od nas otrzymać. Huff w zamyśleniu pocierał wargi. - Chris? - Chciałem zasugerować, żebyśmy podpalili mu dom, ale podejście Becka jest znacznie subtelniejsze. - Wszyscy się roześmieli. - A tak w ogóle, skąd on jest? - Ma kilka filii rozsianych po całym kraju. Jedna z nich jest w Nowym Orleanie i prawdopodobnie z racji owego „sąsiedztwa" nasza firma przyciągnęła jego uwagę. Milczeli w zamyśleniu przez kilka chwil. W końcu Beck zaproponował: - Mógłbym napisać krótki list, dać mu jakoś do zrozumienia... - Nie. Twój pierwszy pomysł jest najlepszy - zdecydował Huff. Wyciągnął zapałkę z pudełka i wstając, przypalił papierosa. - Zaczekajmy na jego kolejny ruch. Niech to ten skurczybyk się zastanawia, co myślimy, a nie na odwrót. - W porządku - odparł Beck. Zadzwonił telefon na biurku Huffa. - Odbierz, Chris, dobrze? Muszę odcedzić kartofelki - rzekł Huff i ruszył w kierunku prywatnej toalety. Chris podszedł do biurka i wcisnął mrugający klawisz. - Sally, mówi Chris. Potrzebujesz Huffa? Z głośnika dobiegł ich nosowy głos anielsko cierpliwej sekretarki Huffa: - Zdaję sobie sprawę, że macie spotkanie, panie Hoyle, ale pomyślałam... że może powinniście
- O sobie. Tylko i wyłącznie.

©2019 www.impera.na-kostka.ostrowiec.pl - Split Template by One Page Love